Food Blogger Fest VI – relacja

To już szósty rok z rzędy, gdy pod dachem warszawskiej Agory, blogerzy kulinarni i pasjonaci dobrego jedzenia mogli spotkać się na festiwalu Food Blogger Fest.

Food Blogger Fest to spotkania przy kawie ze znajomymi, możliwość osobistego poznania nowych, choć kojarzonych z sieci bloggerów, wspólne gotowanie w ramach ciekawych (lub mniej ciekawych niestety też) warsztatów, udział w prelekcjach, dyskusjach, a także możliwość skosztowania fantastycznych przekąsek cateringowych, słodkości i… napojów wyskokowych, po który od godz 10:30 ustawiała się kolejka… Hmm, jakaś susza po piątku? 🙂

2

fot. Joanna Schrade

4

fot. Joanna Schrade

W tym roku miałam możliwość uczestnictwa w dwóch warsztatach. Pierwsze zupełnie przypadkowe, otwarte dla wszystkich, prowadzone przez zwycięzcę 5. edycji Top Chef, Tomasza Purola. Przy technologicznym wsparciu firmy Amica wspólnie gotowaliśmy dania kuchni azjatyckiej, między innymi ramen, sałatkę azjatycką, kurczaka i wiele innych. Przeżycie genialne i to wcale nie ze względu na Tomasza. Szczerze mówiąc, o tym z kim gotuję dowiedziałam się później, bo zwyczajnie telewizji nie oglądam więc ani twarzy ani nazwiska nie kojarzyłam zupełnie. Niemniej jednak atmosfera świetna, cenne wskazówki szefa kuchni i zupełnie nowe dla mnie smaki – to jest to!

5

fot. Jola

6

fot. Joanna Schrade

Na drugie warsztaty obowiązywały wcześniejsze zapisy. Temat przewodni dieta pudełkowa, czyli zdrowe lunchboxy. Zapowiadało się ciekawie, bo temat na czasie, a szał zdrowego odżywiania ogarnął niemal połowę Polaków… Ciekawie było owszem przez pierwsze 20 minut, gdy Łukasz i Arvind opowiadali o sobie. Pozytywnie zakręceni, pozytywnie nastawieni, to lubię. Mniej ciekawie było, gdy przyszło nam działać… Uczestnicy podzieleni na trzy grupy, z której każda „przygotowuje” coś innego. Pierwsza – sałatkę z kuskusem (jedyna grupa, w której można było „coś” zrobić, szkoda tylko, że brakowało jakichkolwiek przypraw…), druga – tortille (jedyne co trzeba było zrobić, to gotowego placka nafaszerować rukolą, łososiem, kiełkami i pomidorami, co zajmuje ok jednej minuty, łącznie z pokrojeniem pomidorów), trzecia – pesto! (wow!). Na litość boską! Pomysł warsztatów i tematyka świetna, jednak spodziewałam się, że czegoś bardziej odkrywczego, twórczego, szczególnie, że przeznaczone były one dla osób, które na co dzień prowadzą bloga o gotowaniu i z całym szacunkiem chłopaków mogli zagiąć w kilka sekund. To nie ta grupa docelowa moi mili! Przewidziany czas trwania warsztatów określono na 1,5 godz. Po przedstawieniu się prowadzących i uczestników pozostała godzina, na stworzenie posiłków, których tak naprawdę zrobienie zajęło nam max 5-10 minut w zależności od grupy. Jak dla mnie szkoda czasu, wyszłam wcześniej mocno zawiedziona, podobnie jak kilka innych osób.

Wszystkim znajomym, tym starszym i tym nowo poznanym mówię „do zobaczenia za rok”, a wszystkim tym, którzy kochają gotować i/lub jeść zachęcam do wypatrywania przyszłych edycji!

 

Dodaj komentarz