Fan+Azja – azjatycki fusion nad zalewem

Fan+Azja czyli azjatycki fusion nad zalewem…

Przedostatni weekend wakacji spędziliśmy rodzinnie, kręcąc kilometry i odkrywając nieznane nam wcześniej trasy rowerowe. Z plecakami na plecach wypchanymi pluszakami i wodą do picia, po blisko dwóch godzinach pedałowania z krótkimi przerwami na wnikliwe, dziecięce obserwacje rosnącej na polach kapusty i chylących się ku ziemi słoneczników, dojechaliśmy do Zalesia Górnego.

Długo nie trwało, gdy dopadł nas mały, wielki głód. Zazwyczaj na wszelakie wycieczki jestem bardziej przygotowana pod względem jedzeniowym, szczególnie jeśli jedziemy z dziećmi, tym razem jednak nie wzięłam ze sobą niczego, licząc na to, że zjemy coś po drodze co samo w sobie będzie stanowiło dodatkową, wakacyjną atrakcję.

Jakież było nasze zdziwienie, gdy wśród wszystkich bud i budek oferujących standardowe wakacyjne śmieciowe jedzenie w postaci grillowanych mięsiw, hamburgerów, zapiekanek, frytek czy pizzy, które każdy szanujący się plażowicz podczas swojego urlopu choć raz i tak zje (być może dlatego, że najczęściej nie ma niczego innego w pobliżu), dostrzegliśmy miejski autobus przerobiony na bar azjatycki w nowoczesnym wydaniu.

Fan+Azja to kuchnia z serii azjatycki fasion, do której skosztowania nie trzeba nas było wcale namawiać. Takie klimaty to my lubimy, baaaaaaaardzo!

Zamiast wszędobylskich ziemniaczanych frytek, zamówiliśmy bataty, do których podawany jest w oddzielnym pojemniczku pikantny sos majonezowy. Kiedy inni w „lokalu” naprzeciw wciągali hot-dogi, my po raz pierwszy w życiu jedliśmy chińską bułkę Bao wypełnioną szarpaną wieprzowiną w sosie hoisin z warzywami i chrupiącymi orzeszkami ziemnymi. Smak zaskakujący, ciekawy, aromatyczny choć nie ukrywam, że brakowało mi tu dodatku świeżej kolendry. Zamiast kaszanki lub kiełbasy z grilla czy odgrzewanej w mikrofali mrożonej pizzy, które można było kupić w każdej budzie obok, zamówiliśmy świeże, przygotowane na miejscu, japońskie danie donburi z luzowanym udkiem kurczaka, warzywami i świetnym kimchi. Absolutnie rewelacyjne, nowe kulinarne odkrycie, które w pełni zaspokoiło nasz głód.

Jak się okazuje także nad wodą, można zjeść coś dobrego. Nie sztuką jest odmówiać sobie „fastfoodowego” jedzenia, sztuką jest dokonać odpowiedniego wyboru. Nam, tym razem się udało, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że znalezienie odpowiedniej alternatywy w miejscu nastawionym na szybki zysk niewielkim kosztem nie zawsze jest takie proste. Właścicielom gratuluję pomysłu i odwagi i z całego serca życzę kolejnych sukcesów!

frytki z batatów

frytki z batatów

Fun+Azja

Fun+Azja

Jeśli ciekawi jesteście jak zrobić frytki z batatów (w wersji pieczonej a nie smażonej) zajrzyjcie na bloga 🙂

 

Dodaj komentarz