Tropem Wilczym. Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Warszawa.

Dziś, 1 marca, w 81 polskich miastach odbył się największy bieg pamięci w Polsce – „Tropem Wilczym. Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych”. Ideą biegu jest oddanie hołdu niezłomnym członkom polskiego podziemia, którzy nie złożyli broni i nie zaakceptowali nowych porządków po II Wojnie Światowej.

Bieg odbył się na dystansach 5 i 10 km oraz na dystansie symbolicznym 1963 m (data śmierci Józefa Franczaka „Lalka”, najdłużej ukrywającego się żołnierza podziemia). Imprezie towarzyszyły różne atrakcje, takie rodzinna gra terenowa czy pokazy rekonstrukcyjne.

tropem-wilczym2015-1

Zacznę może od pakietów startowych, które wydawane były dzień wcześniej. Obawiałam się trochę kolejek, jednak ku mojemu zaskoczeniu wszystko odbyło się w tempie błyskawicznym! Papierowa torebka a w niej: kalendarze kieszonkowe, pocztówkowe karty informacyjne z życiorysami żołnierzy wyklętych, gazeta, zwrotny czip, worek i naklejka na depozyt, opaska odblaskowa, kilka ulotek oraz jedna z czterech koszulek do wyboru.

Warszawski bieg zorganizowany został w Parku Skaryszewskim. I choć nie przepadam za zawodami akurat w tym miejscu, to dziś biegło się całkiem sympatycznie. Organizacja całej imprezy REWELACYJNA. W miejscach depozytowych, czyli tam, gdzie zazwyczaj jest największy bałagan a worki po prostu rzucane, tu poukładane i posortowane według dystansu i tur, a więc odbiór tego co się zostawiło trwał kilkanaście sekund. Trasa oznaczona taśmami, nie było więc mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Osoby, które walczyły o wynik nie musiały rozpychać się łokciami, ani sygnalizować, którą stronę alejki wolniejsi mają zwolnić. Przed najszybszym zawodnikiem jechało dwóch wolontariuszy na rowerze, jeden dmuchał w gwizdek, drugi krzyczał, aby po prawej stronie zrobić miejsce. Każdy z biegów podzielono na dwie tury, co uważam za świetny pomysł, gdyż dzięki temu nie było tłumu na trasie.

Tuż za linią mety uśmiechnięte wolontariuszki gratulowały i zakładały na szyje medale. Tu także nie było kolejki. Kawałek dalej wydawana była woda, a na zgłodniałych czekała kuchnia polowa serwująca prawdziwie wojskową grochówkę i ciepłą herbatę. I choć mięsa nie jadam, tak tu zapach był tak cudowny, że skusiłam się na jeden talerzyk. Czy tylko ja mam wrażenie, że po biegu wszystko smakuje rewelacyjnie?

tropem-wilczym2015-2

Dodaj komentarz