Orlen Warsaw Marathon – bieg na 10 km i krótka relacja

W ramach tegorocznego Orlen Warsaw Marathon odbyły się trzy imprezy: marszobieg na dystansie 4,6 km, bieg na 10 km oraz właściwy maraton z dystansem 42,195 m. Zapisana byłam na marszobieg oraz na 10 km. O marszobiegu już pisałam, przyszła pora na dyszkę.

Zacznę od tego, że do samego końca nie byłam pewna, czy wezmę w niej udział. Dwa tygodnie wcześniej debiutowałam w półmaratonie. Wszystko fajnie pięknie, tylko przez własną głupotę rozchorowałam się na maksa. Sprawa była na tyle poważna, że zmuszona byłam brać antybiotyki, przez co zupełnie nie miałam siły na treningi i tym sposobem nie biegałam przez 2 tygodnie. To sporo. Trzy dni przed zawodami zrobiłam bardziej szczegółowe badania i po konsultacji wyników z lekarką zdecydowałam, że pobiegnę. Wprawdzie nie miałam tyle sił, aby myśleć o życiówce, ale nie czułam się aż taka słaba, by nie spróbować po prostu dobiec do mety w ustalonym przez organizatora limicie czasu. Bieg ukończyłam z czasem, który nie powala, ale jak na tak długą przerwę w bieganiu i ogólne osłabienie organizmu, to i tak nie jest tragicznie. 68 minut.

owm3 owm4

Jeśli chodzi o samą organizację biegu to oceniam ją pozytywnie, chociaż nie obyło się bez wpadek. Pierwsza to problem z pacemakerami, którzy stali w innych miejscach, niż powinni. Czas zapisany na balonikach przyczepionych do koszulek zajęcy, nie zgadzał się z oznaczeniami czasu na balonach ustawionych przez organizatora. To niestety spowodowało sporo zamieszania, przez co niektórzy mogli być nieco zaskoczeni tempem podczas biegu. Kolejnym niedogadaniem była też linia startu. Okazało się bowiem, że wielka brama oznaczona napisem START, nie jest startem. Maty z pomiarem czasu znajdowały się sporo dalej, przez co spora część biegaczy swoje magiczne zegarki włączyła za wcześnie. Start zaplanowany był na 9:30 i odbył się punktualnie. Uczestnicy biegu na 10 km pobiegli w kierunku Wybrzeża Szczecińskiego, a maratończycy w kierunku Mostu Poniatowskiego. Meta znajdowała się na Błoniach Stadionu Narodowego dla obu dystansów.

Sama trasa bardzo fajna, wiodąca urokliwymi ulicami Warszawy, z jednym dość długim podbiegiem na  ul. Konwiktorskiej i z jednym, jeszcze fajniejszym zbiegiem na ul. Tamka. Na mecie piękne pamiątkowe medale, nieco dalej punkty z izotonikami i wodą. Pogoda idealna, słonecznie ale nie za gorąco. Atmosfera jak zwykle taaaaaaaaaaaaaaaaaka 🙂 !

owm2

 

 

Dodaj komentarz