Bieg Neptuna 2016 – krótka relacja

Wakacje. Dla jednych to lody i gofry, dla innych smażona ryba i piwo. Dla mnie to mała odskocznia od codziennej diety, czyli wszystko po trochu, ze sporym dodatkiem atrakcji sportowych, tak dla równowagi 😉

Kiedy tylko zapadła decyzja, że w tym roku zwiedzamy zachodniopomorskie, od razu zabrałam się za szukanie imprez biegowych, które będą odbywały się w okolicy. Padło na Bieg Neptuna w Trzebieży, w której nigdy wcześniej nie byłam. Świetna więc okazja, by rodzinnie odkryć kolejny kawałek Polski. Dystans krótki, rekreacyjne 5 km, jakby komu było mało można było także zapisać się na Nordic Walking (także 5 km) oraz Challenge Run – Bieg syren w głąb Zalewu Szczecińskiego (100 m po piachu i wodzie. Choć nazwa biegu może być nieco myląca, bieg syren to zabawa także dla Panów).

25 zł wpisowego to niewiele, szczególnie gdy jest się przyzwyczajonym do „cen warszawskich”. W pakiecie pamiątkowa, bawełniana koszulka, numer startowym z zamówionym wcześniej napisem, kilka ulotek reklamujących jednego ze sponsorów, agrafki, bon na posiłek regeneracyjny i zwrotny na mecie chip. Świetnym organizatorskim pomysłem była możliwość odbioru pakietów w trzech różnych miejscowościach, każdego dnia w innej – Szczecin, Police i Trzebież.

2

Trasa urokliwa, nieco wymagająca, a to za sprawą nawierzchni – asfalt, piasek, ścieżki leśne ze sporą ilością wystających korzeni. Ktoś, kto biega głównie po chodniku i twardym podłożu, mógł poczuć zmęczenie nie tylko w nogach… Ale byli też  tacy, którym zupełnie nie przeszkodziło to w uzyskaniu pięknych czasów. Szczególne ukłony kieruję do pana, który wygrał w kategorii wiekowej 50+ i na linii mety pojawił się po 19 minutach i 11 sekundach!

5

Miłą niespodzianką, było ustawienie przez strażaków kurtyny wodnej, mniej więcej w połowie dystansu. Mimo iż żar nie lał się z nieba, chłodne krople chlapiącej zewsząd wody, przyjemnie orzeźwiały. Kawałek dalej, okoliczni sędziwi mieszkańcy opierający się o drewniane płoty swoich domostw, żwawo klaskali i dopingowali. Takie proste, zwykłe ludzkie gesty, a jak cholernie cieszą!

Na mecie fajne medale, kawałek dalej woda. Po posiłek w postaci zupy rybnej, klopsika rybnego z surówką i bułą ustawiła się mega kolejka. Nikt jednak nie narzekał, co więcej, ludzie czas ten wykorzystywali do nawiązania nowych znajomości. Najfajniejszych ludzi spotykamy wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Tak było i tym razem. Przez chwilę nie znasz nikogo, a zaraz potem gadasz ze wszystkimi wokół siebie jakbyście znali się od lat…

3zupa rybna, Bieg Neptuna 2016, fot. Joanna Schrade

4

posiłek regeneracyjny, Bieg Neptuna 2016

6medal Bieg Neptuna 2016

Jednym z uczestników biegu, choć nieoficjalnym był Aleksander Doba, znany podróżnik, kajakarz, zdobywca i odkrywca, mieszkaniec pobliskich Polic, który jako pierwszy samotnie przepłynął kajakiem Atlantyk, zdobywca tytułu „Podróżnik roku 2015”. Niezwykle serdeczny, pozytywny i uśmiechnięty człowiek pełen pasji, otwarty na ludzi. Podchodził, witał się, przysiadał i gadał. Chętnie rozdawał autografy, pozował do zdjęć. Pan Aleksander na linii startu ustawił się jako ostatni i żeby nie było – wcale nie ostatni do mety dotarł. Po drodze dziarsko wyprzedzał wielu z nas, a na mecie ochoczo pomagał wolontariuszom rozdawać medale! Jak dla mnie – Wielki Człowiek!

7

Bieg Neptuna to świetna, kameralna impreza biegowa. Fajna trasa, dobrze oznaczona i zabezpieczona, fajni ludzie, fajny pomysł zorganizowania konkurencji dodatkowych (nordic i bieg syren). Jedyne do czego można się było przyczepić to losowanie nagród od sponsorów, które odbyło się tuż po koronacji najlepszych zawodników. Organizator chciał jak sądzę wprowadzić element zabawy, zamiast tego wyszła totalna lipa, żeby nie powiedzieć żenada. Kilku dostojnych jegomości stojąc tyłem do zgromadzonych poniżej sceny ludzi rzucał piłeczkami. Kto złapał piłeczkę, ten zgarniał nagrodę. Było więc wyrywanie sobie zdobyczy z rąk, taranowanie stojących pośrodku dzieci i czworonogów. Totalny chaos. Temat nagród ewidentnie do poprawy w kolejnych edycjach.

W zawodach wystartowało w sumie 600 osób, głównie mieszkańcy zachodnipomorskiego. Byłam jedyną zawodniczką z Warszawy i choć za ten fakt pucharów nie przyznawali cieszę się, że mogłam pobiec. Kto wie, może w przyszłym roku znów zawitam do Trzebieży?

 

 

Dodaj komentarz