9 PZU Półmaraton Warszawski – mój debiut

Dość długo zastanawiałam się, czy jestem już gotowa, by zmierzyć się z takim dystansem. W końcu to nie 5, nie 10 a 21,0975 m. Dystans, którego nigdy wcześniej nie przebiegłam. Dla kogoś, kto całe życie unikał wszelakiej aktywności jak tylko się da, to prawdziwe wyzwanie. I podjęłam się tego! Raz tylko człowiek żyje, a moje drugie życie, zaczęło się po 30-tce…

W piątek popołudniu wycieczka na Stadion Narodowy po pakiet: worek, pamiątkowa koszulka w pięknym niebieskim kolorze, kamizelka, czip, numer, jak zwykle agrafki i standardowo ulotki. Organizacja na bardzo dobrym poziomie, odbiór pakietu szybki i sprawny. Z pakietem obowiązkowe obejście Expo, na którym spotkać można było czołowych wystawców i przy okazji kupić nowe buty, ciuchy, odżywki, żele. Dużą niespodzianką okazała się wielka ścianka racebook, na której znaleźli się wszyscy uczestnicy biegu, z  imienia i nazwiska. Coś fantastycznego! Każdy oczywiście po odnalezieniu swoich danych obowiązkowo robił sobie zdjęcie. To taki czerwony dywan dla gwiazd, tyle, że w wersji pionowej i w innych kolorach 😉

polmaraton2

 

 

Pakiet odebrany, więc klamka zapadła. Zastanawiałam się, czy pisać wcześniej o tym jakiegoś posta ale pomyślałam sobie, że może nie dam rady i co wtedy…

Stres… oj był. Spory. W sobotę, żeby nieco się zrelaksować wybrałam się do konstancińskich tężni, gdzie cisza, spokój i solankowe powietrze. Wieczorkiem do kina z Kaśką na „Tajemnica Filomeny”. Ciężko powiedzieć, czy coś mi to pomogło. Michał, który ma za sobą już 10 maratonów i jeszcze więcej połówek mówi, że stres jest za każdym razem. Dobrze wiedzieć, że stan ten nie dotyczy tylko debiutantów.

Niedziela. Pobudka o 6:30 i jeszcze ta zmiana czasu. Bałam się, żeby nie zaspać, tym bardziej, że godzina do pobudki nieludzka i to jeszcze w niedzielę. Autobus o 8:05, jechałam razem z Kaśką, która także debiutowała. O 9 spotkanie z trenerką, obgadanie co i jak, cenne wskazówki, krótkie rozciąganie i wizyta z 5 razy w tojkach. o 10:00 start. Było punktualnie. Najpierw startowała elita, z niebieskimi numerami startowymi, później czerwona, żółta i na końcu, ok 10:15 zielona. Pogoda była piękna, słońce i delikatny wiatr, no i ciepło. Warunki zupełnie inne, niż te, w których zazwyczaj trenuję. W ciągu dnia bardziej się męczę, zdecydowanie lepiej biega mi się wieczorem. I to takim późnym.

polmaraton3

 

Zdecydowałam się na bieg z paskiem biodrowym i bidonem pełnym domowego izotoniku. Ćwiczyłam wcześniej bieganie z paskiem i uznałam, że jak dla mnie jest to wersja optymalna. Piję wtedy, kiedy chcę i nie muszę czekać do wyznaczonego miejsca „wodopojowego”, czyli co ok 5 km. Trasa bardzo fajna, płaska, z jednym „tylko” podbiegiem w okolicach 15 km pod Agrykolę. Tu sporo osób kapitulowało i szło. Atmosfera była cudowna, na każdym kroku kibice, którzy cudownie dopingowali. Takie miłe gesty, zawsze dają jakąś tajemną moc, bo nagle człowiek skrzydeł dostaje. Kibicowali także ci, którzy ze swoimi medalami już wracali.

polmaraton4

Zanim zaczęły się zawody, po głowie krążyły mi dwie myśli: dobiec i nie być ostatnią. Limit 3:30 więc ukończenie biegu było całkiem realne. Linię mety ukończyłam z czasem 2:32:52. Dobiegłam bez kontuzji (dorobiłam się jedynie jednego pęcherza), nie byłam ostatnia i mam życiówkę, a więc moje postanowienie noworoczne udało mi się zrealizować.

Na mecie czekali najbliżsi, przyjaciele i drużyna KGB. Kibicowała nam druga Kasia, którą 31 sierpnia czeka debiut w Półmaratonie Praskim, i która w ramach nagrody przywiozła nam bezalkoholowe piwo.

Oczywiście za rok chciałabym pobić swój rekord na tym dystansie, a za 2 lata… kto wie, może maraton? 😉

polowka1

5 przemyśleń o “9 PZU Półmaraton Warszawski – mój debiut

  1. Super! Ogromne gratulacje. Czytam sporo pozytywnych opinii na temat organizacji i samego biegu, tylko ten medal jakiś taki… komercyjny? 🙂

    • Dzięki 🙂 tym samym zrealizowałam już w marcu moje postanowienie noworoczne 🙂 Małymi kroczkami, za jakiś czas będzie maraton 🙂 Co do medali, to faktycznie mógłby być bardziej charakterystyczny, ale zważywszy na to, że to mój pierwszy taki z tych poważniejszych – najpiękniejszy 😉

Dodaj komentarz