4. PKO Białystok Półmaraton – relacja

Sobota, 14 maja. Pogoda mało przyjemna, za oknem szaro, buro i deszczowo, a my z Kaśką w jeansach, puchowych kurtkach i z niewielką torbą w ręku cieszymy się jak dzieci. Kierunek –> stolica Podlasia, Białystok. Drugi krok spośród pięciu, do osiągnięcia celu, jaki wyznaczyłyśmy sobie na ten rok – wspólne zdobycie Korony Półmaratonów Polskich.

Jako środek transportu wybrałyśmy Polskiego Busa bo nie dość, że wygodnie (no… przynajmniej na początku, bo potem niestety pojawia się problem co zrobić z nogami, które dziwnie zaczynają przeszkadzać, b jednak bądź co bądź jest tam  dość mało miejsca między siedzeniami, tu polecam przełączyć się na opcję–> czas spać) to jeszcze tanio – 8 zł w jedną stronę i 16 w drugą. Na Młocinach skąd odjeżdżaliśmy okazało się, że 90% pasażerów to biegacze, a więc i atmosfera była od razu odpowiednia! Po 3 godzinach docieramy na miejsce, gdzie czeka na nas od razu miła niespodzianka – miejscowe autobusy wyświetlają „witamy biegaczy”!

Nocleg. Miała być opcja ekonomiczna – bezkosztowe spanie na sali gimnastycznej w jednej z dwóch pobliskich szkół jak za starych, dobrych czasów, jednak w ostatniej chwili zdecydowałyśmy się na hotel. I wcale nie wygrała tu ogólnie pojęta wygoda, a rozsądek – w TE babskie dni, wygodne łóżko i prysznic to podstawa! Wariant karimatowo-śpiworowy odkładamy zatem na następny raz 🙂

1

gdy noża brak, mieszadełko do kawy idzie w ruch… śniadanie w hotelu fot. Joanna Schrade

Po szybkim prysznicu wyruszyłyśmy „w miasto”. Szybki odbiór pakietów, dłuższa, relaksacyjna wizyta w pizzerii, krótki spacer i ultraszybkie spotkanie z poduszką 😉

Niedziela. Choć start, oddalony o jakieś 700 m od hotelu dopiero o 10, wstałyśmy o 7:15. Są emocje, jest stres i niepewna pogoda z oknem. Na śniadanie bułka rozrywana palcami, do tego dżem truskawkowy nakładany plastikowym mieszadełkiem, bo sztućców w pokoju zabrakło. Całość podana na worku foliowym 🙂 No i kawa była, hotelowa z saszetki. Zabawne, że wszystko smakuje jakoś lepiej 🙂

Na linii startu, sprzed dziedzińca Pałacu Branickich stanęło ok. 2500 biegaczy – uczestnicy biegu towarzyszącego, CITY RUN na 5 km i półmaratończycy. Po 3 km wspólnej trasy, każdy pobiegł w swoją stronę.

3

W myślach, całą 21 km trasę rozbiłam sobie na mniejsze odcinki – od jednego punktu odżywiania do drugiego, tak zawsze łatwiej, przynajmniej psychicznie, bo skoro „wszystko siedzi w głowie” trzeba ją nieco oszukać… Pierwsze 10 km zleciało mi bardzo szybko, w międzyczasie minęliśmy dwa punkty z wodą. Biegło się przyjemnie, mimo iż w słońcu, za to urokliwymi zakątkami miasta, żeby nie powiedzieć, krajoznawczo. Trasa nieco zdradliwa, bo choć wydawała się płaska, momentami nogi czuły, że jest pod górkę. Poprzez liczne zawrotki, okolice mety mijaliśmy trzy razy… być tak blisko a jednocześnie tak daleko! (start, ok 3 a następnie 8 km).

Najprzyjemniejszy odcinek trasy? Zdecydowanie okolice 11-14 km, położone z dala od zgiełku miasta, po obu stronach otoczone pięknym zielonym lasem. Wokół cisza i spokój. To właśnie tu można było docenić uroki biegów „masowych” rozgrywających się w mniejszych miastach. Tu była przestrzeń, której nie poczułam podczas żadnego innego biegu! Fantastyczny był także wbieg na teren kampusu Uniwersytetu, gdzie niezwykle radosne Panie rozdawały „cukierki mocy”. Kurcze, pięknie tu! I ta niewytłumaczalnie, niezwykła atmosfera – pomyślałam sobie…

2

kampus Uniwersytetu w Białymstoku, fot. Joanna Schrade

Kolejne kilometry nie były już takie hop, siup, gwałtownie zmieniła się też pogoda. Słońce zastąpiły chmury, silny i bardzo nieprzyjemny wiatr, do tego mżawka wcale nie ułatwiały dotarcia do upragnionej mety, choć ta nie była już przecież tak daleko…

…a gdy nadeszła na mej szyi zawisł przepiękny medal przedstawiający jedną z rzeźb Branickich Ogrodów, Kallisto, nimfę z boskiego orszaku Diany, która po śmierci zamieniona została w gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy.

6

medal 4. PKO Białystok Półmaraton, fot. Joanna Schrade

 

Posiłek regeneracyjny w postaci białostockiego przysmaku – babki ziemniaczanej oraz ciepły rosół dodatkowo wprawiły mnie w błogi nastrój…

4

Co mnie zaskoczyło podczas 4. PKO Półmaratonu Białegostoku? Niezwykła serdeczność i otwartość ludzi, zupełnie inna niż w Warszawie, a także niesamowita organizacja i zaangażowanie ludzi, którzy przyczynili się do tego, by impreza mogła się odbyć. Dyrektor półmaratonu finiszujący z ostatnimi biegaczami? Takie rzeczy tylko w Białymstoku! Grzegorz Kuczyński, o Tobie mowa – jesteś niesamowity!

Dla zainteresowanych orientacyjne koszty:

  • przejazd Polskim Busem w obie strony 24 zł (taniej chyba się nie da)
  • hotel 125 zł (można wybrać opcję bezpłatnego noclegu na sali gimnastycznej)
  • jedzenie na miejscu ok 50 zł (pizza, piwo, kajzerka, dżem, banan, sok i deser)

„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„`

Za rok wracam tu znów!

 

 

2 przemyślenia o “4. PKO Białystok Półmaraton – relacja

    • Przede wszystkim fajne miasto i świetna organizacja. Za rok mam nadzieję być tam ponownie, rozumie, że z Asią też będziesz? 🙂

Dodaj komentarz