Azja na talerzu – wietnamska zupa Pho

No i stało się. Po ponad rocznej przerwie znów stałam się mięsożerna. No może z tą „żernością” przesadziłam, ale od czasu do czasu mój organizm domaga się mięsnego kawałka. No i wymyślam, co by tu upichcić…

Na pierwszy ogień poszły pierożki gyoza (przepis), na drugi zupa Pho. Wcześniej wiele wersji zupy Pho jadałam  w azjatyckich barach, jednak nigdy nie pokusiłam się o zrobienie jej w domu. O to jak ją zrobić zapytałam sąsiadkę Majkę, Wietnamkę z krwi i kości od wielu lat mieszkającą w Polsce. Okazuje się, że sprawa jest bardzo prosta, sekret jak zawsze tkwi w szczegółach. Oryginalne składniki i świeże dodatki. Pokazałam Majce produkty, których używam robiąc azjatyckie dania. Większość z nich kupiona z markecie. Załamka! Majka przyniosła swoje, azjatyckie. Chryste! Niby te same produkty, ale smak i zapach zupełnie inny. Pojechałam na Bakalarską na porządne zakupy, do prawdziwego sklepu, w którym zapatrują się Azjaci. Z polecenia Mai. Prowizoryczne dwie budy przekształcone w jedną. Chłodno, na podłodze płaty kartonu, co by orła nie wywinąć, bo podłoga śliska. Wybór produktów za to ogromny! Ceny zdecydowanie niższe niż w naszych marketach, a porcje choćby pęczka kolendry jakby dla hurtownika. Sosy, makarony, przyprawy, warzywa… czego dusza zapragnie! No świeżutkie tofu! Młody, sympatyczny pan z łamaną polszczyzną pyta c będę z tego robiła, doradza co lepsze (i wcale nie to, co droższe!). Wychodzę w dwiema siatami!

W domu zabieram się za robotę…

składniki na wołową zupę pho:

  • 300 g szpondru
  • 200 g udźca wołowego
  • 3,5 l wody
  • 6 łyżek sosu rybnego (polecam zakupy w sklepach z azjatycką żywnością, bo smak sosu różni się od tego, które stoją na pólkach w markecie)
  • 8 cm świeżego imbiru
  • 2 średnie cebule przypalone nad ogniem
  • 2 ząbki czosnku
  • spory kawałek kory cynamonu
  • 2 gałki muszkatołowe
  • 2 kwiaty anyżu
  • 3 grzyby uszak bzowy (moczony we wrzątku 40 minut)
  • sól do smaku lub sos sojowy
  • makaron ryżowy

dodatki na koniec:

  • dymka (część zielona)
  • świeże liście kolendry
  • bazylia tajska
  • kiełki fasoli mung
  • papryczka chilli
  • limonka

Do sporego garnka wlewamy 3 l wody, dodajemy opłukane mięso i gotujemy na małym ogniu ok 30 minut. Kiedy białko mięsa się zetnie i powstanie tzw. „szumowina” usuwamy ją. Jak to zrobić? Niektórzy po prostu wyławiają ją za pomocą łyżek itp. Tym sposobem nigdy jednak wywar nie będzie zupełnie czysty. Aby wywar był klarowny najlepiej użyć drugiego garnka, postawić na nim sitko, dno zakryć czystą ściereczką (materiałowe lub w listkach na rolce) i cały wywar przelać na sitko. Pierwszy garnek można dokładnie umyć i ponownie wlać do niego wywar, lub gotować w drugim garnku.

Do czystego wywaru mięsnego dolewamy 0,5 l wody, dodajemy gałkę muszkatołową i korę cynamonu. Na suchej patelni prażymy pozbawiony łupinki czosnek, przekrojony na pół i zgnieciony za pomocą noża imbir i całe gwiazdki anyżu. W międzyczasie opiekamy obrane cebule. Można to zrobić bezpośrednio nad ogniem lub za pomocą opalarki. Dzięki temu zabiegowi, cebula nada bulionowi złocistego koloru. Podprażony czosnek, imbir i anyż dorzucamy do wywaru, podobnie jak opieczoną cebulę. Dodajemy sos rybny, przykrywamy garnek i na małym ogniu gotujemy ok 50 minut. Na sam koniec doprawiamy do smaku solą.

Ugotowany według przepisu na opakowaniu makaron ryżowy przekładamy do miseczki, wlewamy bulin. No i teraz jedna z najważniejszych rzeczy – dodatki – posiekana dymka, kolendra, bazylia, papryczka, odrobina kiełków i limonka do skropienia. Oczywiście mięso z garnka pokrojone w cienkie paski. Podajemy od razu.

… Majka powiedziała, że anyżu używa się tylko do drobiowej zupy pho. Nie usłyszałam i dodałam. Wyszła przepyszna, taka jak w dobrych knajpkach wietnamskich. Następnym razem spróbuję bez anyżu. Ciekawa jestem, czy smak będzie inny…

Dodaj komentarz