O tym, jak Wiedeń zamienił się w Gliwice

Wiedeń. Miasto, do którego chce się wracać… Tak też miało być tym razem. Chcieliśmy wrócić, jednak tym razem nie było nam dane.

Często robimy takie spontaniczne, rodzinne wypady, czasami gdzieś blisko, czasami gdzieś dalej. Wszystko po to by być razem, by zwiedzać, by poznawać, by aktywnie spędzać czas. Tym razem, wyjazd był zaplanowany dużo wcześniej, mieszkanie na te kilka dni zarezerwowane, obowiązkowe miejsca do odwiedzenia zanotowane, a trasy biegowe opracowane.

Wyjechaliśmy bardzo wcześnie rano, tak by po przyjeździe na miejsce móc skorzystać jeszcze z połowy dnia. Pogoda jak na tak długą podróż samochodem była idealna, a na autostradzie samochodów było niewiele. Ok 50 km od granicy z Czechami, samochód odmówił współpracy. Zjechaliśmy na pobocze. Po kilku nieudanych próbach odpalenia auta, wezwaliśmy assistance, w nadziei, że to jakaś drobnostka, którą będzie można od razu naprawić. Opuściliśmy szyby bo na dworze było strasznie gorąco i żadne z nas nie chciało się ugotować. Okazało się, że samochód przeszedł w tryb awaryjny, przez co szyb nie dało się już podnieść. Pech chciał, że zaraz po tym jak zachwycałam się pogodą, zerwała się ulewa. Dzieciaki na szczęście usiadły w szoferce, a my w mokrym już samochodzie na lawecie, „jechaliśmy” do najbliższego autoryzowanego serwisu, do Gliwic.

To, że z racji niedzieli serwis będzie zamknięty to wiedziałam. Obawiałam się jednak tego, że z powodu szukania oszczędności, podobnie jak większość firm, tak i ta zrezygnowała z zatrudniania ochroniarza, czyli żywego człowieka, na rzecz monitoringu. To oznaczałoby dla nas, że całą noc, aż do otwarcia punktu, czyli godz. 8 rano musielibyśmy warować przy samochodzie. Gdybyśmy mogli zamknąć okna, to nie byłoby problemu a tak.. Szczęście w nieszczęściu, że jednak ochroniarz był i pozwolił nam przepchnąć auto do środka, do warsztatu, więc o włamanie ciężko, o zalanie w razie deszczu także.

W ramach assistance dostaliśmy samochód zastępczy oraz zakwaterowanie w hotelu. I tu ważna informacja  – jeśli macie samochód i ubezpieczacie go, warto dowiedzieć się, czy Wasz pakiet zapewnia Wam takie dodatkowe opcje, gdyż nie wszystkie ubezpieczalnie informują co komu przysługuje w razie problemów. Zawsze to jakiś komfort psychiczny, że jest gdzie spać i jest czym jechać bez dodatkowego obciążenia finansowego.

Następnego dnia podjechaliśmy do serwisu, z nadzieją, że samochód będzie naprawiony, a my będziemy mogli ruszyć w dalszą podróż. No i dupa. Sprawa okazała się na tyle poważna, że sprowadzenie części, demontaż połowy silnika potrwają do 2 tyg. Gdyby nie długi weekend, pewnie byłoby szybciej. Nie wspomnę już o mega kosztorysie.  No i tu tak naprawdę mieliśmy dwa wyjścia – albo wracać do hotelu, ryczeć w poduszkę i zaraz po tym wracać do domu, albo sprawić, że wyjazd choć już nie do Wiednia, ale na Śląsku będzie udany. Wybraliśmy bramkę nr 2 🙂 Przedłużyliśmy pobyt w hotelu do 3 dni, czyli maksymalnie ile było można w ramach pakietu assistance i również na maxa zwiedzaliśmy południową część Polski.

Szczerze mówiąc, gdyby nie przypadek, pewnie nie przyjechałabym w te rejony sama z siebie. Powiem jednak tak – nie spodziewałam się, że na Śląsku jest tak ładnie! Ludzie są tu serdeczni, uśmiechnięci i pomocni. Atrakcji turystycznych jest tu naprawdę sporo i jest tu sporo terenów zielonych, których bym się tu nie spodziewała.

Na pewno jeszcze tu kiedyś wrócę. Mam jedynie nadzieję, że w przyjemniejszych okolicznościach 🙂

4 przemyślenia o “O tym, jak Wiedeń zamienił się w Gliwice

  1. Ach te nowoczesne samochody. Mojego starego Fiata naprawia się młotkiem, a jak sprawa jest beznadziejna, to zostawia w rowie 🙂

Dodaj komentarz