Plany są po to…

Miałam to ja w planach dzisiaj wieczorkiem jak zwykle pobiegać. Patrząc jednak przez okno, gdzie hula wiatr i pada deszcz postanowiłam nieco zmienić plany. W końcu biegam dla siebie, dla przyjemności i dla zdrowia, a nie po to by się katować i innym opowiadać, że prawdziwy biegacz, biega w każdych warunkach. Nie za wszelką cenę, zawsze przecież jedną aktywność można zastąpić drugą. Zawsze coś się znajdzie.

Pasja pasją, sport sportem ale przydaje się też trzeźwe spojrzenie na to co się wokół dzieje.

Tak więc zamiast biegać w strugach deszczu i chłostach wiatru zasiadłam ja po raz trzeci na ergometr. Praca nad wzmocnieniem nóg, brzucha i pleców jest moim postanowieniem noworocznym. I tego będę się trzymać 🙂

Po pierwszym i drugim treningu mam lekkie zakwasy, ale chyba powinno mnie to cieszyć, bo znaczy, że ćwiczenia robiłam porządnie. Dziś przedłużyłam czas wiosłowania do 15 minut.

…z tego wszystkiego nie wyłączyłam lampy błyskowej i zdjęcie jest kiepskie, no ale w końcu nie każde musi być idealne 😉

 

 

Jedno przemyślenie o “Plany są po to…

  1. Najważniejsze, to satysfakcja z treningu. Ja też czasem odpuszczam błotne kąpiele na rzecz biegania po bieżni mechanicznej. A zakwasy są fajne 🙂

Dodaj komentarz