Picie i jedzenie w biegu, nie takie proste…

Podczas wczorajszego treningu, ćwiczyłam picie i jedzenie. Wydawać by się mogło, że sprawa banalnie prosta, w końcu umiejętności te nabyłam jako dziecko. No cóż, o ile takie czynności nie sprawiają mi trudności w „normalnych” warunkach kiedy siedzę lub stoję, tak sprawa wygląda nieco inaczej, w przypadku kiedy człowiek biegnie… Tak jak doświadczeni biegacze pewnie nie mają już z tym kłopotu, tak amatorzy nadal kombinują 😉 Niektórzy, przy punktach „nawadniających” zwalniają, biorą wodę, piją w marszu a po nawodnieniu biegną dalej, inni, łapią kubek i piją w biegu. Warto te oba sposoby (być może i jeszcze inne) przetestować na treningu jeszcze przed zawodami i wybrać ten, który najbardziej nam odpowiada. Biegacze zaawansowani, dla których ważna jest każda sekunda zapewne piją w biegu.

Wczoraj przetestowałam oba warianty. Zdecydowanie jednak wolę zatrzymać się i napić w marszu, przy okazji chwilę odpocząć, uspokoić oddech i lecieć dalej.

 

  •   Bieg z kubkiem pełnym wody:
  1. przed punktem minimalnie zwolnij, tak, abyś był w stanie chwycić kubek
  2. weź kubek od wolontariusza, pamiętając o tym, aby nie pchać się do pierwszego stolika, bo tam zazwyczaj walą wszyscy i robi się tłok, podczas gdy przy kolejnych stolikach z rozłożoną wodą zazwyczaj są pustki
  3. biegnij dalej
  4. zostaw ok 1/3 wody w kubku, resztę wylej. Po pierwsze nie potrzebujemy aż tyle wody, po drugie biegnąc z pełnym kubkiem, możemy być pewni, że większość wody i tak nie trafi do buzi
  5. ściśnij obwódkę kubka tak, by powstał dzióbek
  6. pij spokojnie
  7.  niepotrzebny kubek wyrzuć na pobocze, nigdy na trasę, nigdy za siebie. Pamiętaj na trasie nie jesteś sam, a poślizgnąć się czy dostać kubkiem to żadna przyjemność
  8.  powróć do ustalonego tempa

 

  •  Marsz z kubkiem pełnym wody:
  1. przed punktem zwolnij
  2. weź kubek od wolontariusza, pamiętając o tym, aby nie pchać się do pierwszego stolika, bo tam zazwyczaj walą wszyscy i robi się tłok, podczas gdy przy kolejnych stolikach z rozłożoną wodą zazwyczaj są pustki
  3. przejdź do marszu
  4. wypij tyle, ile potrzebujesz
  5. niepotrzebny kubek wyrzuć na pobocze, nigdy na trasę, nigdy za siebie. Pamiętaj na trasie nie jesteś sam, a poślizgnąć się czy dostać kubkiem to żadna przyjemność
  6. powróć do biegu i ustalonego tempa

Z bananem sprawa jest ciut prostsza, co wcale nie oznacza, że prosta. W biegu banana obrać mogłam bez większych problemów, skórkę od razu wywaliłam zostawiając w ręku jedynie owoc. Gryzienie już nie jest takie proste, połykanie tym bardziej.

Wczorajszy, 12 km bieg edukacyjny uważam za udany.

W tym tygodniu mam jeszcze w planach przetestowanie biegu z butelką przy pasku.

 

Jedno przemyślenie o “Picie i jedzenie w biegu, nie takie proste…

  1. Ja za bardzo problemów z pochłanianiem bananów nie mam, ale męczy mnie to. Na zawodach stosuję żele energetyczne. Nie trzeba nic gryźć i trawić a energia trafia od razu tam gdzie trzeba. Na maratonie co 5km wciągam mały żel i na punkcie żywieniowym zapijam go zwykłą wodą 🙂

Dodaj komentarz